Reklama

Częstochowa: uroczystości pogrzebowe Wojciecha Mścichowskiego, zasłużonego dziennikarza „Niedzieli”

2018-10-11 17:35

Ks. Mariusz Frukacz

TV NIEDZIELA

„Podczas każdej Mszy św. Bóg zstępuje na ziemię, aby w swoje miłosierne ręce wziąć całe życie człowieka, a dzisiaj bierze w swoje ręce życie i pracę śp. red. Wojciecha Mścichowskiego” - mówił 11 października na początku Mszy św. bp Andrzej Przybylski. Biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej przewodniczył w kościele pw. św. Wojciecha biskupa i męczennika w Częstochowie uroczystościom pogrzebowym Wojciecha Mścichowskiego, wieloletniego redaktora i dziennikarza „Niedzieli”, pasjonata fotografii, który zmarł 7 października 2018 r. w wieku 74 lat, po długiej i ciężkiej chorobie w Częstochowie.

Mszę św. z bp. Przybylskim koncelebrowali: ks. prał. Stanisław Iłczyk, proboszcz parafii pw. św. Wojciecha biskupa i męczennika w Częstochowie, ks. kan. Ryszard Marciniak, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Złotym Potoku, ks. prał. Ryszard Grzesik, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Olsztynie k. Częstochowy, ks. gen. Stanisław Rospondek, ks. kan. Wojciech Gaura, proboszcz parafii pw. Zesłania Ducha Świętego w Winownie, ks. Tadeusz Zawierucha, proboszcz parafii pw. Narodzenia Pańskiego w Częstochowie, kapelan częstochowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Kolejarzy Polskich i duszpasterz w kaplicy na dworcu PKP w Częstochowie, ks. prał. Jan Batorski, proboszcz parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myszkowie, ks. Krzysztof Szary, przewodnik Pielgrzymki Biegowej z Bytowa, ks. prał. Andrzej Rdest z Cieszyna, ks. Mariusz Frukacz z redakcji „Niedzieli”.

W uroczystościach pogrzebowych wzięli udział przedstawiciele Unii Laikatu Katolickiego, szkół, instytucji kultury, przedstawiciele Polskich Linii Kolejowych w Częstochowie: Helmut Klabis, dyrektor Zakładu Polskich Linii Kolejowych w Częstochowie, Maciej Siorak, prezes częstochowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Kolejarzy, redaktorzy i pracownicy tygodnika katolickiego „Niedziela” z redaktor naczelną Lidią Dudkiewicz.

W homilii bp Przybylski wskazał na prośbę Jezusa skierowaną do uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze” - Śmierć napawa nas trwogą, tak jak napełniła serca najbliższych uczniów. Ta trwoga ma podwójny wymiar. Jest to trwoga wobec niewiadomej, bo są przed nami rzeczy jeszcze zakryte. Drugi wymiar trwogi, to trwoga o to, jak się tam dostać, do nieba – mówił bp Przybylski i dodał: „ Miłosierdzie Boga jest tak wielkie, że jak tylko człowiek się poczyna, to Bóg przygotowuje mu miejsce w swoim Domu. A my jesteśmy na pogrzebie człowieka wierzącego”.

Reklama

- Jezus, który jest Drogą jest blisko, aby nas prowadzić przez ziemską drogę w stronę nieba. Każdy z nas ma swoją osobistą drogę – podkreślił biskup i wspominając o drodze życiowej zmarłego wskazał szczególnie na ziemię łowicką - Ta ziemia nas jakoś łączyła – podkreślił biskup.

Bp Przybylski porównał życie zmarłego dziennikarza do ewangelicznego rybaka - Pracował najpierw wiele lat jako dyrektor w Państwowym Gospodarstwie Rybackim w Maluszynie i można powiedzieć zaczynał od połowu ryb, by potem zostać dziennikarzem. Wędrował jako dziennikarz „Niedzieli” i swoją pracą głosił Chrystusa – mówił biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

- Bardzo zasłużył się powołaniu dziennikarskiemu. Jak redaktor i dziennikarz „Niedzieli” służył Jezusowi, który jest Prawdą. Przez wiele lat przygotowywał informacje, które służyły Kościołowi – kontynuował duchowny.

Biskup przypomniał, że śp. Wojciech Mścichowski miał ogromny wkład w promocję „Niedzieli” na Dolnym Śląsku – Pan Wojciech był też pasjonatem fotografii. Pokazał nam, że fotografia jest po to, żeby ludziom ukazywać piękno, że warto pięknie żyć – podkreślił biskup.

- Jezus jest Życiem. Śmierć to jest próg między tym życiem, a tym wiecznym – dodał bp Przybylski.

Biskup przywołał także dialog św. Augustyna ze swoją matką św. Moniką, która na kilka godzin przed swoją śmiercią zwróciła się do swojego syna, aby nie rozmawiali o tym, co mają już za sobą, ale o tym, co jest przed nimi - Rozpłynęli się w rozmowie o niebie i o życiu wiecznym. Najpiękniejsza przyszłość jest przed nami. Nie pamiętajmy tylko o przeszłości – mówił biskup i na zakończenie skierował słowa do zmarłego: „Jak już będziesz w niebie, to zrób nam zdjęcie i opisz nam to wszystko, że warto żyć pięknie i iść drogą w stronę nieba”.

Na zakończenie Mszy św. ks. prał. Stanisław Iłczyk podkreślił, że zmarły „nadal będzie ambasadorem naszych parafialnych spraw i wydarzeń” - Śp. Wojciech to był świadek, tego wszystkiego, co działo się w naszej wspólnocie – mówił ks. Iłczyk.

Następnie ks. red. Mariusz Frukacz podkreślił, że zmarły Wojciech Mścichowski miał dwie wielkie pasje - Był to Bóg, a w Nim Kościół i kapłani oraz człowiek, a w nim misja dziennikarska. Wojtek kochał Boga, ukochał naszą kaplicę redakcyjną, w której zawsze był na Mszy św., albo na modlitwie Koronki do Bożego Miłosierdzia. W niej także modlił się na różańcu. Ukochał też kaplicę na dworcu PKP. Szanował i kochał kapłanów, co jest znakiem na dzisiejsze czasy – mówił ks. Frukacz.

- Wojtek kochał człowieka. W swojej misji dziennikarskiej zawsze był gotów, na posterunku. Po Bogu dla niego największą świętością była rodzina. To także wielkie świadectwo dla nas – kontynuował redaktor „Niedzieli”.

Za życie i dzieło podziękował zmarłemu ks. Krzysztof Szary, przewodnik Pielgrzymki Biegowej z Bytowa. Natomiast w imieniu Unii Laikatu Katolickiego Jerzy Guła przypomniał, że śp. Wojciech Mścichowski wybrał jako motto swojego życia słowa św. Jana Pawła II, który powiedział: „Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności”.

Po Mszy św. ciało zmarłego spoczęło w grobie na cmentarzu komunalnym w Częstochowie.

Wojciech Mścichowski urodził się 1 lipca 1944 r. w Warszawie. Po upadku Powstania Warszawskiego i wysiedleniu przez Niemców, po wielomiesięcznej tułaczce trafił wraz z rodzicami na ziemię łowicką, do wsi Łyszkowice. Ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Chełmońskiego w Łowiczu. Następnie w Olsztynie ukończył Wyższą Szkołę Rolniczą z tytułem inżyniera rybactwa. Przez wiele lat był dyrektorem w Państwowym Gospodarstwie Rybackim w Maluszynie. W 2001 r. zamieszkał na stałe z rodziną w Częstochowie.

Wojciech Mścichowski w 1994 r. związał się z Tygodnikiem Katolickim „Niedziela”, gdzie pracował jako dziennikarz i fotoreporter. Bardzo mocno zaangażował się w promocje „Niedzieli” na Dolnym Śląsku, szczególnie we Wrocławiu. Już będąc na emeryturze współpracował z tygodnikiem do ostatnich dni. Z zamiłowania był przyrodnikiem, fotografem, turystą, miłośnikiem tradycji i kultury ludowej. Swoje zdjęcia prezentował na wystawach: „Olsztyn w fotografii” w Gminnym Ośrodku Kultury w Olsztynie k. Częstochowy (2016), „ Łowickie jaskółki” w Bibliotece Miejskiej w Łowiczu (2016), „Śladami Jezusa” wystawionej w łowickiej Bibliotece Publicznej (2015) oraz w Urzędzie Gminy w Olsztynie (2014); „Boże Ciało” pokazanej w Bibliotece Wyższej Szkoły Mazowieckiej w Łowiczu (2015). W „Cafe Skrzynka” w Częstochowie, w 2017 r. wystawił 40 fotografii, pokazujących piękno Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Natomiast w Ośrodku promocji Kultury w Częstochowie w 2015 r. wiosną zaprezentował w slideshow efekty swojego podróżowania w Ziemi Świętej, a następnie obrazy z Jury Krakowsko –Częstochowskiej (a nawet Krakowsko-Wieluńskiej) – świat przyrody, ale też architekturę i przydrożne świątki.

Wojciech Mścichowski swoje prace prezentował także podczas spotkań z młodzieżą szkolną, z członkami stowarzyszeń, m.in. Katolickiego Stowarzyszenia Kolejarzy Polskich.

Jako dziennikarz był zaangażowany w wiele inicjatyw kulturalnych, oświatowych i społecznych. Należał do Unii Laikatu Katolickiego. Został doceniony jako dziennikarz i pasjonat fotografii i kultury. Wojciech Mścichowski w 2003 r. otrzymał nagrodę redaktora naczelnego „Niedzieli” Medal Mater Verbi, w 2014 r. otrzymał odznakę zasłużonego dla Stowarzyszenia Przyjaciół Miasta Kamieńska, a w 2017 r. statuetkę „Olsztyńskiego Anioła Stróża”, osobom szczególnie zasłużonym dla Gminy Olsztyn, w kategorii: Promocja i turystyka.

Zmarły otrzymał nagrodę okolicznościową Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wojciech Mścichowski zmarł 7 października 2018 r. w wieku 74 lat, po długiej i ciężkiej chorobie w Częstochowie.

Tagi:
pogrzeb

Uroczystości pogrzebowe ks. Adama Łacha

2018-12-02 09:29

Ks. Mariusz Frukacz

„A pod krzyżem stała Jego Matka”. Stajemy dzisiaj pod tym krzyżem. Staje pod nim dzisiaj Kościół Płocki, którego doświadczyła śmierć młodego proboszcza” – mówił 1 grudnia w homilii w kościele pw. św. Mikołaja w Duninowie ks. Tadeusz Milczarski, proboszcz parafii pw. św. Pankracego w Guminie i kolega z kursu zmarłego 27 listopada ks. Adama Łacha, proboszcza parafii pw. św. Mikołaja w Duninowie oraz pracownika i redaktora edycji płockiej Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, w latach 1997-2008. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Mirosław Milewski, biskup pomocniczy diecezji płockiej.

Agnieszka Małecka/Gość Niedzielny

Na Mszy św. zgromadziło się wielu kapłanów, duża rzesza wiernych, przedstawiciele różnych środowisk społecznych, przedstawiciele władz samorządowych, Ochotnicza Straż Pożarna, której zmarły kapłan był kapelanem, młodzież szkolna, dawni współpracownicy ks. Adama z „Niedzieli” Płockiej oraz najbliższa rodzina z mamą zmarłego kapłana.

W homilii ks. Tadeusz Milczarski podkreślił, że „pod krzyżem Chrystusa wszystko wygląda inaczej” - Bez tego krzyża nie moglibyśmy zrozumieć wielu wydarzeń – mówił ks. Milczarski

Kaznodzieja wskazał na słowo Jezusa wypowiedziane z wysokości krzyża „Pragnę”. - To słowo zawiodło Jezusa na krzyż. Było wewnętrznym nakazem, aby cierpieć i umrzeć za zbawienie świata. To słowo, w którym Jezus do końca wyraził swoją wolę – mówił kaznodzieja.

- Jezus realizuje swoje „pragnę” w tych, których powołał – kontynuował ks. Milczarski i pytał: Czym jest kapłaństwo?

- Istotę kapłaństwa możemy zrozumieć patrząc na Chrystusa umierającego na krzyżu. Kapłaństwo jest ofiarą. I nie dziwi nas śmierć, bo jest na końcu ofiary.

Kapłan jest darem dla wspólnoty, by Chrystus mógł dalej realizować swoje „pragnę” – mówił kapłan.

- Serce kapłana boleje, kiedy nie może dostrzec wielu sobie powierzonych parafian. Ks. Adam modlił się za tych, którzy byli oziębli, ale też dziękował Bogu za tych gorliwych. Kapłaństwo to samotność długodystansowca.

Ksiądz nie jest nadczłowiekiem. Nauczcie się patrzeć na kapłana z miłosierdziem – kontynuował ks. Milczarski.

Na zakończenie Mszy św. swoją wdzięczność za życie i kapłaństwo zmarłego ks. Adama wypowiedzieli m. in. przedstawiciele władz samorządowych, przedstawiciele oświaty, kapłani, parafianie, młodzież i rodzina.

W imieniu redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” z Częstochowy słowa wdzięczności i zapewnienia o modlitwie wypowiedział ks. red. Mariusz Frukacz. „Kiedy otrzymałem wiadomość o śmierci ks. Adama pomodliłem się słowami hymnu „Ciebie Boga wysławiamy”, by dziękować za kapłaństwo i życie ks. Adama” – mówił ks. Frukacz.

- Kapłaństwo związane jest z realizacją trzech słów z Eucharystii: błogosławił, łamał i dawał. Bóg dał wiele błogosławieństw ks. Adamowi, ale też często go przełamywał, żeby mógł ks. Adam ciągle się dawać innym – kontynuował redaktor „Niedzieli”.

W imieniu ks. inf. Ireneusza Skubisia, honorowego redaktora naczelnego „Niedzieli” i Lidii Dudkiewicz, redaktor naczelnej „Niedzieli” ks. Frukacz podziękował zmarłemu kapłanowi za jego miłość do Kościoła i do człowieka, za jego wierność „Niedzieli”. - Jego praca w „Niedzieli” Płockiej przez wiele lat, to ciągłe zapisywanie dziejów Kościoła Płockiego. To jest dziedzictwo i dar, który wraz ze swoimi współpracownikami zostawił ks. Adam Kościołowi Płockiemu – podkreślił ks. Frukacz i zapewnił o modlitwie za zmarłego kapłana na Jasnej Górze i w kaplicy redakcji „Niedzieli” w Częstochowie.

„Odchodzi kapłan, który wycisnął wielkie piętno na życiu diecezjalnym. Adwent jego życia dobiegł końca” – podkreślił bp Mirosław Milewski.

Po Mszy św. ciało zmarłego kapłana zostało złożone w grobie cmentarzu parafialnym w Duninowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Łucja z Syrakuz

2013-12-13 08:10

ts (KAI) / Warszawa/KAI

MARGITA KOTAS

Kiedy rokrocznie 13 grudnia odbywa się w Sztokholmie koronacja wieńcem ze świec „oblubienicy Łucji”, nastrój przypomina bardziej wybory miss niż wspomnienie sycylijskiej chrześcijanki, która zginęła męczeńską śmiercią w 304 roku w Syrakuzach, w czasach prześladowań chrześcijan. A gdy w tym czasie przyjeżdżają do Szwecji Włosi, dziwią się, jak powszechnie jest tam czczona ich rodaczka. Sami Szwedzi nie bardzo wiedzą, skąd ona rzeczywiści pochodzi, ale święto obchodzą wszyscy mieszkańcy kraju.

Dzień św. Łucji jest to jedyne święto typowo szwedzkie. W święto to wybraną w konkursie najpiękniejszą dziewczynę stroi się w długą białą suknię przepasaną czerwoną wstążką i wianek z borówkowych gałązek, w którym tkwi siedem świeczek. W procesji prowadzona jest przez miasto w otoczeniu druhen, które śpiewają tradycyjną piosenkę o Łucji (Nadchodzi Łucja, rozpraszając ciemności zimowej nocy) oraz kolędy. Często towarzyszy im grupka gwiazdorów.

Łucja pojawia się także w szpitalach i domach starców. Świętą Łucję obchodzi się także w szkołach, klubach i domach parafialnych, gdzie częstuje się gości kawą i lussekatter („oczy św. Łucji”), pieczonymi specjalnie na tę okazję pszennymi bułeczkami z szafranem, o pomysłowych kształtach. W domach mamy lub starsze rodzeństwo przygotowują rano lussekatter, a potem najmłodsza dziewczyna w rodzinie wciela się w Łucję i w białej sukience i borówczanym wianku na głowie przynosi rodzinie śniadanie do łóżka.

Zwyczaj obchodów Łucji stał się powszechny w całej Szwecji u schyłku XIX w., a pierwszy pochód zorganizowano w Sztokholmie w 1927 r. Panna ze światłem oznacza św. Łucję, gdyż to łacińskie imię wyraża „światło”. Tradycja ta jest bardzo dawna, kiedy to jeszcze obowiązywał kalendarz juliański i dzień św. Łucji przypadał dwa tygodnie później, 25 grudnia, gdy nadeszła najdłuższa noc i najkrótszy dzień.

Życie i śmierć dziewicy i męczennicy, św. Łucji, związane są z Syrakuzami - miastem założonym w 734 r. przed narodzeniem Chrystusa. Syrakuzy były niegdyś najbogatszym i najludniejszym miastem na Sycylii, stolicą niezależnego państwa. W 212 r. przed Chrystusem zdobyli je Rzymianie. Zginął wtedy w obronie miasta największy w starożytności matematyk i fizyk świata, Archimedes. Miasto wydało kilkunastu świętych, ale wśród nich pierwsze miejsce zajmuje św. Łucja, która żyła na początku III wieku (być może w latach 286-304, jak piszą niektórzy jej hagiografowie).

Według najstarszego przekazu datowanego na V w., święta pochodziła ze znakomitej rodziny. Była przeznaczona dla równie zamożnego młodzieńca. Kiedy jednak udała się z pielgrzymką do grobu św. Agaty do pobliskiej Katanii, aby uprosić o zdrowie dla matki, miała jej się ukazać ta święta i przepowiedzieć męczeńską śmierć; radziła też przygotować się na czekającą ją ofiarę. Kiedy Łucja powróciła do Syrakuz, cofnęła obietnicę zamążpójścia, rozdała swoje majętności i złożyła ślub dozgonnej czystości. Niebawem wybuchło prześladowanie chrześcijan, najkrwawsze w dziejach chrześcijaństwa. Wtedy niedoszły małżonek oskarżył Łucję, że jest chrześcijanką i 13 grudnia ok. 304 r. została ścięta mieczem; miała 23 lata.

Została pochowana we wczesnochrześcijańskich katakumbach, nad którymi już w VI wieku, jak wspomina papież św. Grzegorz I Wielki, wznosił się kościół i klasztor jej imienia, w obecnych Nowych Syrakuzach. Tenże papież wprowadził imię św. Łucji do kanonu Mszy św.

Początkowo czczono Łucję jako nieugiętą chrześcijankę, która została wpisana w poczet świętych za trwałość w wierze.

Mieszkańcy jej rodzinnych Syrakuz, potomkowie cywilizacji greckiej, a nie bizantyjskiej czy arabskiej, są powściągliwi i mają wyczucie dobrego smaku, a obchody świętej Łucji nie mają tam w sobie nic z ludowego festynu. Wokół kultu „ich” świętej nie powstał żaden przemysł pamiątek czy dewocjonaliów.

W Rzymie pierwszy kościół ku czci świętej męczennicy wystawił papież Honoriusz I (625-638). Na mozaice bazyliki św. Apolinarego (Nuovo) w Rawennie znajduje się wizerunek świętej pochodzący z VI w. Kiedy w 718 r. z polecenia cesarza Leona III zaczęto niszczyć wizerunki świętych, relikwie św. Łucji przeniesiono do Corfino w Abruzzach, potem wróciły do Syrakuz. W 1204 r. krzyżowcy zabrali je do Wenecji, gdzie w 1313 r. wystawiono ku czci świętej osobny kościół i tam złożono jej doczesne szczątki. W 1860 r., ze względu na budowę dróg, kościół został rozebrany, a relikwie św. Łucji przeniesiono do kościoła św. Jeremiasza, gdzie przebywały do 7 października 1981 r., kiedy to zostały wykradzione. Obecny kościół pochodzi z XVIII w. Relikwie umieszczono w kaplicy nad jednym z kanałów weneckich, na której zewnętrznym szczycie wyświetla się widoczna z daleka postać św. Łucji, otaczana czcią przez weneckich gondolierów. Na całym świecie, również i w Polsce znana jest i chętnie śpiewana włoska piosenka „Santa Lucia”. W grudniu 2004 r. . po dziesięciu stuleciach doczesne szczątki św. Łucji wróciły do rodzinnych Syrakuz. Wenecjanie zastrzeli, że „to tylko pożyczka”, obawiając się, by wierni Syrakuz nie potraktowali tego jako ostatecznego zwrotu.

Św. Łucja ma trzy sanktuaria: w kościele św. Jeremiasza w Wenecji, w Syrakuzach oraz w kościele klaretynów w Rzymie. Według legendy, św. Łucja miała piękne, wielkie oczy, które przyciągały powszechną uwagę. Widząc zachwyt nawet u oprawców, kazała je sobie wyłupić. Na tę pamiątkę w dzień jej dorocznego święta w Syrakuzach niesie się na drogocennej tacy „oczy św. Łucji”. Św. Łucja była tak dalece czczona jako patronka chorób oczu, że modlił się do niej m.in. Dante, gdy tracił wzrok.

Aż do czasu wprowadzenia przez papieża Grzegorza XII reformy kalendarza w 1582 r. wspomnienie św. Łucji przypadało 25 grudnia, gdy była najciemniejsza i najdłuższa noc w roku. Z tą nocą wiązały się legendy o demonach pochodzące jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Tradycja ta „przeszła” na św. Łucję, którą straszono leniwe służące i niegrzeczne dzieci. Straszono też każdego, kto po odmówieniu wieczornej modlitwy „Anioł Pański” wychodził na dwór. Tego też dnia nie wolno było piec chleba, tkać ani szyć, a kto się odważył to robić, narażał się na gniew Łucji. Z czasem jednak zapomniano o tamtych zwyczajach i pojawiły się przyjemniejsze, np. nagradzanie drobnymi upominkami za dobre uczynki. Z czasów przedchrześcijańskich pozostało jedynie „powitanie światła”, a więc - pielęgnowane w wielu miejscach, zwłaszcza w regionie alpejskim i w Skandynawii - pochody ze światłami.

Od kilku wieków znany jest zwyczaj wróżenia przyszłości: w dniu św. Łucji dziewczęta nacinają kawałek kory na gałązce wierzbowej i opasują to miejsce. Odkrywają je ponownie w Nowy Rok, szukając znaków, z których - podobnie jak z wosku lanego w andrzejki - przepowiadają sobie przyszłość. Szczególnie odważne dziewczęta wychodzą w noc św. Łucji na dwór, żeby zobaczyć cień świętej, który też wróży przyszłość. W austriackim Burgenlandzie sieje się 13 grudnia pszenicę w doniczkach. Jeśli ziarna wykiełkują do Bożego Narodzenia, zapowiada to dobre żniwa w nadchodzącym roku. Są też regiony, gdzie w dzień św. Łucji, podobnie jak w dzień św. Barbary, ścina się wiśniowe „gałązki św. Łucji”, które zakwitną na Boże Narodzenie. W dzień św. Łucji w niektórych regionach sprawiano prezenty małym dziewczynkom.

Dzień, w którym obchodzone jest wspomnienie św. Łucji, jest także dniem astronomicznego „zatrzymania się Słońca”, po czym kilkanaście dni później - w Boże Narodzenie - następuje przełom czasu i zaczyna przybywać dnia. Nawiązuje do tego polskie przysłowie: „Święta Łuca dnia przyrzuca”. Teresa Sotowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Spotkanie z abp Grzegorzem Rysiem na Jasnej Górze

2018-12-14 07:33

Spotkanie z abp Grzegorzem Rysiem w ramach promocji jego książki pt. „Koronowana Służebnica” odbędzie się w piątek, 14 grudnia na Jasnej Górze.

„Koronowana Służebnica” to zbiór nauk nowennowych wygłoszonych przez arcybiskupa Grzegorza Rysia, metropolitę łódzkiego, na Jasnej Górze w sierpniu 2017 r.

Spotkanie rozpocznie się o godz. 19.30 w Sali Różańcowej, a o 21.00 abp Grzegorz Ryś poprowadzi Apel Jasnogórski.

Książka została wydana nakładem jasnogórskiego wydawnictwa Paulinianum.

W książce zamieszczono wyjątkową mapkę – Wizerunek Jasnogórskiej Maryi. Przed każdym rozdziałem zostały wyodrębnione poszczególne fragmenty Ikony, ku którym prowadzą rozważania. Jest to pomoc dla wszystkich w osobistym i intymnym odkrywaniu służby, jaką pełni Jasnogórska Matka Kościoła i Królowa Polski.

„Koronowana Służebnica” to pozycja, dzięki której Czytelnik może odkryć dla siebie maryjną i jasnogórską ścieżkę do Boga - czytamy w opisie książki wydawnictwa Paulinianum.

*

WSTĘP

8 września 1717 roku, nieomal sześćdziesiąt lat po złożonych w katedrze lwowskiej ślubach króla Jana Kazimierza, Ojciec Święty Klemens XI, na prośbę płynącą z Jasnej Góry, zezwolił na ukoronowanie Cudownego Obrazu Matki Bożej papieskimi koronami, które zresztą sam ufundował i z Rzymu Matce Bożej przysłał. Uroczystego aktu koronacji Cudownego Wizerunku, pierwszej poza Rzymem, dokonał trzysta lat temu na Jasnej Górze Krzysztof Jan Szembek, biskup chełmski. Trzy wieki temu pielgrzymi zgromadzeni na jasnogórskich Błoniach byli świadkami koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej papieskimi koronami.

Pielgrzymując na Jasną Górę, idąc śladami wszystkich świętych rodaków, mamy możliwość odkrywać i dziękować Bogu za to, że mamy Panią i Królową, która jest naszą Matką, że mamy Matkę, która jest Królową. W tej wspólnocie wiary, wznosimy przed Boży tron hymn uwielbienia za obecność Maryi w naszym życiu i w dziejach naszego Narodu. Maryja z Jasnej Góry wciąż jest obecna w tle toczących się wydarzeń, a Jej Czcigodny Jasnogórski Wizerunek uobecnia radosne i trudne dzieje Kościoła i Polski. U boku Maryi i pod Jej matczynym wzrokiem, wśród wielu burz Polacy walczyli o wolność i niezawisłość. Tu uczyliśmy się także, jak zagospodarować odzyskaną wolność. Jasna Góra, duchowa stolica Polski to sanktuarium wolności, miejsce, w którym ludzka wolność nie tylko była ocalona, ale nade wszystko uświęcona i ukierunkowana na Boga.

Przed uroczystością 300-lecia koronacji Ikony Jasnogórskiej, w dniach 17-25 sierpnia 2017 roku, ks. abp Grzegorz Ryś wygłosił bardzo szczególną nowennę. Składa w niej świadectwo swojej wiary i wierności jasnogórskiej drodze Kościoła w Polsce. Na pytanie o swoją „maryjność”, tak przed trzema laty odpowiedział: „Kocham Matkę Bożą i ma to różne wymiary. Mam kilka swoich ulubionych modlitw do Matki Bożej – m.in. taką, która pierwsza przychodzi mi na myśl, gdy klękam przed którymś z bliskich mi (albo znanych) wizerunków Maryjnych: Dziś jestem przy Tobie, Bogurodzico, Maryjo, i serce swe zwracam ku nadziei, jaką Ty dla mnie jesteś – ku najmocniejszej i najpewniejszej kotwicy. Oddaję Ci serce, umysł, ciało, całego siebie, czcząc Cię – wedle swych sił – psalmami, hymnami i pełnymi Ducha pieśniami. Przyjmij mą dobrą wolę; daj zbawienie, wolnego od namiętności ducha i od chorób ciało, rozwiąż trudności, wyjednaj pokój życia, światło ducha. Zapal miłość ku Twemu Synowi, spraw – niech Mu się podoba moje życie. Amen. Mam także kilka swoich ulubionych miejsc Maryjnych. Najważniejszym jest ciągle Jasna Góra. Jeszcze przed święceniami diakonatu to było miejsce podejmowania życiowej decyzji. Co roku uczestniczę w pieszej pielgrzymce krakowskiej; ponad 20 lat pielgrzymuję z grupą VI” .

Dodać trzeba, że trzydzieści lat temu, w kilka dni po święceniach kapłańskich (22 maja 1988 r.), neoprezbiter Grzegorz Ryś przybył na Jasną Górę, by zostawić Matce Bożej bardzo szczególne wotum: matryce swojego prymicyjnego obrazka. Wydaje się, że we wszystkie poczynania, dziś Arcybiskupa łódzkiego, „wdrukowane są” i odczytywane na nowo „stare” jasnogórskie drogi. Między nowatorską i pełną odnowionego ducha ewangelizacją na peryferiach, a zakorzenioną w tradycji wiernością łasce chrztu rodzi się Kościół trzeciego tysiąclecia wiary. Kościół zostawiający ślad w 1050-letniej historii Narodu, przygotowany, by przyszłym pokoleniom przekazać bogatą spuściznę swojej maryjnej drogi.

Pragniemy wyrazić najserdeczniejszą wdzięczność za każdą z dziewięciu nauk nowennowych, wygłoszonych przez ks. abpa Grzegorza na Jasnej Górze. Miały one bardzo szeroki oddźwięk, dzięki licznym stacjom i portalom, które zdecydowały się transmitować i relacjonować całe wydarzenie. Dzięki temu wielu ludzi młodych, ludzi zasłuchanych w słowa biskupa, odkryć mogło dla siebie maryjną i jasnogórską ścieżkę. Ojciec i pasterz poprowadził wypróbowaną drogą.

Składamy w ręce Czytelników unikalne, głęboko ewangeliczne i głęboko ludzkie rozważania maryjne, wygłoszone w „polskiej Kanie”. Autor wielokrotnie pozwolił, by z Jego słów przebijała miłość, synowska czułość i wierność wobec Bogurodzicy, którą jasnogórska Ikona przedstawia i wobec Jezusa Chrystusa, do którego wszystko co jasnogórskie ma prowadzić. Niech staną się dla nas wszystkich okazją do osobistego i intymnego odkrycia Służby, jaką pełni Jasnogórska Matka Kościoła i Królowa Polski, w doświadczeniu najczulszej Opiekunki naszej wiary.

Ojcowie Paulini

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem