Reklama

Jeśli kochamy Ojczyznę...

2018-08-08 10:23

Ks. Ireneusz Skubiś
Edycja częstochowska 32/2018, str. II

Archiwum Sióstr Urszulanek SJK

Święty Jan Paweł II podczas kanonizacji Matki Urszuli Ledóchowskiej 18 marca 2003 r. powiedział: „Wszyscy możemy się uczyć od niej, jak z Chrystusem budować świat bardziej ludzki – świat, w którym coraz pełniej będą realizowane takie wartości, jak: sprawiedliwość, wolność, solidarność, pokój”. 153. rocznica urodzin św. Urszuli Ledóchowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Jezusa Konającego (urszulanek szarych), skłania do podjęcia głębokiej refleksji nad życiem tej niezwykłej, rozmodlonej kobiety. Na jej zdjęciach przykuwają wzrok jej dobre oczy, z serdecznością wpatrujące się w człowieka. Św. Urszula bardzo kochała dzieci i młodzież. Podjęła wiele wysiłku, by poprzez katechizację przybliżać je do Chrystusa. Przez szkoły i zakłady wychowawcze rozwijała też talenty młodych ludzi.

A jak wygląda katechizacja dzisiaj? Na pewno potrzebuje wsparcia modlitewnego, bo jest to wielkie dzieło ewangelizacyjne. Katechizacja nie jest zwykłą lekcją. Bazuje bowiem nie tylko na wiedzy katechety, ale także na jego przeżywaniu wiary, na jego świadectwie osobistym.

Św. Urszula jako osoba władająca wieloma językami, gorliwa patriotka, mająca doskonałe rozeznanie w polskiej historii i kulturze, znająca również miejsce religii w życiu człowieka, wyrosła z domu o silnych tradycjach modlitewnych i patriotycznych. Dlatego w jej sercu gorzały dwie miłości: miłość do Boga i miłość do Ojczyzny – a miłość do Ojczyzny to także miłość do tego wszystkiego, co buduje i wychowuje młode pokolenie, zwłaszcza dziewcząt, o które tak się troszczyła. Ciekawa jest jej wypowiedź na ten temat zamieszczona w „Dzwonku św. Olafa” z 1927 r. Pisała: „Wychowywać dziewczęta to znaczy wychowywać matki rodzin. Wszak wiemy, że przyszłość narodu nie tyle w ręku naszych polityków, ile w ręku matek spoczywa. Na kolanach świętej matki wychowują się świątobliwi kapłani, dzielni urzędnicy państwowi, bohaterscy obrońcy Ojczyzny”. Św. Urszula była także wielką rzeczniczką solidarności ludzkiej. W „Dzwonku św. Olafa” z 1935 r. czytamy: „Pamiętaj – jesteśmy wszyscy, my, mieszkańcy ziemi – dziećmi jednego Ojca, Ojca naszego, który jest w niebie, więc musimy solidarnie, wzajemnie sobie pomagać. Ci, którzy mają światło Boże, niech przyświecają tym, co są w ciemnościach. Ci, którzy posiadają wiedzę, niech jej udzielają szukającym nauki Chrystusowej. Ci, którzy mają majątek, niech wspierają tę najdroższą cząstkę Kościoła Chrystusowego – ubogich, wdowy, sieroty, chorych.

Reklama

Ci, którzy mają serce wyczulone na ludzką biedę, niech niosą słowa pociechy nieszczęśliwym: niech płaczą z płaczącymi, niech radują się z szczęśliwymi, starając się być wszystkim dla wszystkich, by wszystkich do Chrystusa prowadzić. Każdy według swojej możności niech pracuje nad tym, by święciło się Imię Boże, by przyszło królestwo Boże, by spełniała się – zawsze i wszędzie – wola Boża”.

Czyż nie są to święte słowa dla współczesnych odpowiedzialnych za młode pokolenie Polaków. Dzisiaj, w czasie świętowania 100. rocznicy naszej niepodległości, starajmy się zgłębiać naukę naszych narodowych bohaterów, mężów stanu, świętych, duchownych i niech ich myśli towarzyszą nam w podejmowaniu nowych ważnych przedsięwzięć i planów dla dobra naszego narodu. We wrześniu br. w Oslo odbędzie się konferencja Ruchu „Europa Christi”. Chcielibyśmy zaprezentować program artystyczny o św. Urszuli: „Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki żyjemy”. Niestety, zabrakło wyobraźni odpowiedzialnych decydentów i programu nie będzie. Szkoda, bo warto, by wspaniali twórcy niepodległości, także wielcy chrześcijanie, jak św. Urszula Ledóchowska, byli częściej przypominani.

Tagi:
św. Urszula Ledóchowska

Szwecja: śladami Urszuli Ledóchowskiej, Matki Niepodległości

2018-08-07 11:02

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa (KAI)

W 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości odbyła się w Szwecji seria odczytów, upamiętniająca wielką akcję promocji ojczyzny, przeprowadzoną w czasie I wojny światowej przez m. Urszulę Ledóchowską, która informowała obywateli Skandynawii o sytuacji politycznej swojego kraju, prowadziła też zbiórki na zakup żywności dla głodujących rodaków. Z tego powodu oraz późniejszej działalności w Polsce założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego nazywana jest Matką Niepodległości.

Archiwum Sióstr Urszulanek SJK
M. Urszula Ledóchowska była matką dla zakonnic, ale też najlepszą opiekunką, zatroskaną jak matka o najmłodszych

Pomysł zorganizowania wędrówki śladami św. Urszuli i akcji promującej jej dzieło w stulecie odzyskania państwowości zrodził się w ubiegłym roku, gdy działacze Polskiego Komitetu Pomocy w Szwecji Krystyna i Jan Andrzejewscy obejrzeli w Sopocie wystawę, poświęconą Matce Niepodległości. Zdecydowali, że cykl wykładów na temat jej dokonań będzie pięknym sposobem przypomnienia jej postaci, zwrócili się więc do historyka i rzeczniczki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego s. Małgorzaty Krupeckiej USJK z prośbą o wygłoszenie cyklu prelekcji w największych ośrodkach polonijnych w Szwecji. „Na tytuł Matki Niepodległości Polski św. Urszula zasłużyła zwłaszcza działalnością w krajach skandynawskich w czasie I wojny światowej” – podkreśliła w rozmowie z KAI s. Krupecka.

Polskiemu Komitetowi Pomocy w Szwecji udało się zaprosić do współpracy kilka organizacji polonijnych zrzeszonych w Kongresie Polaków w Szwecji oraz pozyskać pomoc Ambasady RP w Sztokholmie, która udzieliła wsparcia finansowego. Udało się też uzyskać Patronat Narodowy Prezydenta RP. Opracowano plan spotkań – z prelekcją oraz pokazem filmu „Wielka Polka św. Urszula Ledóchowska” – które odbyły się w ośrodkach polonijnych i w 10 z 50 parafii katolickich w Szwecji.

Akcja promocyjna Matki Niepodległości zaczęła się symbolicznie od nawiedzenia nabrzeża, na które kiedyś przypływały statki z Finlandii. Święta Urszula przypłynęła z fińskiego portu Rauma we wrześniu 1914 r., zmuszona bez pieniędzy, znajomości języka i kontaktów doświadczyć niepewnego losu emigranta. Po wybuchu I wojny światowej jako obywatelka Austro-Węgier musiała opuścić Rosję, gdzie szereg lat pracowała na polu edukacji. Cały późniejszy jej szlak świadczy o niezwykłości tej kobiety, o jej talentach organizacyjnych i darze zjednywania sobie ludzi.

Organizatorzy Krystyna i Jan Andrzejewscy oraz s. Krupecka znaleźli wiele miejsc, które dzięki talentom m. Ledóchowskiej stanęły dla niej otworem i w których – z inspiracji Henryka Sienkiewicza, we współpracy z kierowanym przez niego szwajcarskim Głównym Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce – opowiadała o kraju, jego historii i kulturze, a także organizowała zbiórki pieniędzy, by wspomóc rodaków na ziemiach polskich.

Organizatorzy odwiedzili więc sztokholmski Grand Hotel, w którego reprezentacyjnej sali m. Ledóchowska miała odczyty w kilku językach, także katedrę św. Eryka w stolicy kraju, Södertälje, Uppsalę, Västerås, Jönköping, Göteborg, Lund, na krótko byli również z prelekcjami w Danii – w Ålborgu i Kopenhadze. Ekipa odnalazła też willę w Djursholmie, na obecnych przedmieściach Sztokholmu, którą m. Ledóchowska wynajęła, by zorganizować w niej szkołę językową. Organizowanie placówek oświatowo-opiekuńczych było również elementem jej działań ewangelizacyjnych w Skandynawii.

Ważnym momentem wizyty było nawiedzenie katedry św. Eryka w Uppsali i grobu luterańskiego abp. Nathana Söderbloma (1866-1931), prekursora ekumenizmu, laureata pokojowej nagrody Nobla, z którym m. Ledóchowska nawiązała kontakty i pozyskała go dla sprawy polskiej. Interesująca była wizyta w archiwum, gdzie Lars Hallberg, historyk badający dzieje Kościoła katolickiego w Szwecji, zapoznał s. Krupecką z dokumentami, dotyczącymi m. Ledóchowskiej. Okazało się, że dwa lata temu historyk zgłosił postulat do kard. Andersa Aboreliusa, arcybiskupa sztokholmskiego, by zwrócić się do Watykanu o oficjalne włączenie św. Urszuli Ledóchowskiej do szwedzkiego kalendarza liturgicznego.

Do ekipy promującej św. Urszulę dołączył na parę dni senator Zbigniew Cichoń, który w 2009 r. był inicjatorem specjalnej uchwały senackiej, honorującej św. Urszulę, oraz jego żona Bogusława Stanowska-Cichoń, autorka filmu „Wielka Polka św. Urszula Ledóchowska”. Zapytany przez KAI o owoce akcji, Jan Andrzejewski stwierdził, że dzięki niej wiele osób z Polonii nie tylko dowiedziało się o działalności m. Ledóchowskiej w Skandynawii, ale w ogóle po raz pierwszy usłyszało o dziele tej wybitnej Polki. W spotkaniach wzięło udział ponad czterysta osób.

Julia Ledóchowska urodziła się 17 kwietnia 1865 r. w Loosdorf, w austriackiej diecezji Sankt Pölten. Jej rodzicami byli Antoni Ledóchowski, polski emigrant polityczny, i Józefina ze szwajcarskiej rodziny Salis-Zizers. Mając 21 lat, wstąpiła do klasztoru urszulanek w Krakowie, skąd w 1907 r. wyjechała do Rosji w celu założenia placówki urszulańskiej w Petersburgu.

Z chwilą wybuchu I wojny światowej w 1914 r. m. Urszula Ledóchowska została wydalona z imperium rosyjskiego. Wyjechała do Sztokholmu, a następnie do Danii. Wkrótce rozpoczęła działalność apostolską: gromadziła katoliczki na dyskusje religijne i rekolekcje, założyła Sodalicję Mariańską dla pań, zaczęła wydawać miesięcznik „Solglimtar” (Iskry Słoneczne) – jedyne wówczas czasopismo katolickie w Szwecji. Wraz z siostrami zorganizowała m.in. szkołę dla skandynawskich dziewcząt, potem m.in. ochronkę dla sierot po polskich emigrantach, podjęła współpracę z Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny, założonym w Szwajcarii przez Henryka Sienkiewicza. Miała świadomość, jak ważne jest ukształtowanie opinii elit na temat walczącej o niepodległość Polski, dlatego starała się nawiązać kontakty z intelektualistami, politykami, działaczami społecznymi. Byli wśród nich pisarka i aktywistka ruchu kobiecego Ellen Key czy ceniony poeta i pisarz szwedzki Verner von Heidenstam. Dotarła do szwedzkiego i norweskiego dworu królewskiego. W kolejnych miejscach tworzyła lokalne komitety pomocy Polsce. W Szwecji wchodziły w ich skład takie osobistości, jak pisarka i noblistka Selma Lagerlöf, dyrektor Muzeum Narodowego Oscar Montelius, wybitny slawista Alfred Jensen. W skład komitetu kopenhaskiego weszli zaś: Harald Ostenfeld, naczelny biskup ewangelicki, biskup katolicki Johennes von Euch oraz nadrabin kopenhaski. Matka Ledóchowska doskonale współpracowała też z socjalistą Ignacym Daszyńskim czy Georgiem Brandesem, żydowskim wolnomyślicielem, wielkim przyjacielem Polski, którego pozyskała dla sprawy mimo okresu jego wrogości i krytycyzmu wobec Polaków.

Docierała też do prasy – w ciągu jej sześcioletniej emigracji (1914-1920) ukazało się w prasie skandynawskiej około 180 publikacji prasowych życzliwych Polsce. Potrafiła zrobić ze swych odczytów wydarzenia medialne. W ramach popularyzacji swojego kraju zainicjowała wydanie kilkujęzycznego zbioru tekstów, poświęconych Ojczyźnie, który ukazał się w 1917 r. pod tytułem „Polonica”. Ellen Key napisała esej o „Chłopach” Reymonta, zamieszczono artykuły o twórczości Matejki i Szopena, o Kościuszce i królowej Jadwidze. Wstęp do książki podpisali Duńczyk Aage Meyer Benedictsen, Norweg Jens Raabe, Szwed Alfred Jensen – znani tłumacze i akademicy. Jednak największe wrażenie robiła akcja odczytowa m. Ledóchowskiej. Ta, jak mówiła o sobie, „jałmużnica, prosząca za Polską”, która dysponowała „głosem-królem”, starsza kobieta – opowiadała o dziejach swojego narodu, zapewniała, że Polska zawsze będzie istniała, bo żyje w sercach swoich dzieci, choćby los rzucił je do miast amerykańskich czy na Saharę. „Wszystkie państwa wojujące mniemają, że niepodległość Polski jest koniecznością. Przyłączcie się do tej opinii i powiedzcie również, że Polska powinna być wolna” – apelowała w 1916 roku w Danii. Pytana o powody swego niecodziennego jak na zakonnicę zaangażowania, odpowiadała: „To Bóg chce, bym Polsce pomagała”.

Do Polski m. Ledóchowska wróciła w 1920 r. Zyskała aprobatę Kościoła dla założonej przez nią polskiej gałęzi urszulanek i wraz z siostrami włączyła się w odbudowę kraju ze zniszczeń, zwłaszcza poprzez działalność edukacyjno-wychowawczą, mającą na celu formowanie przyszłych obywateli, zaangażowanych – jak mówiła – na rzecz „ojczyzny ziemskiej” i „ojczyzny niebieskiej”. W 1930 r. Józef Piłsudski uhonorował ją Krzyżem Niepodległości.

Została kanonizowana w 2003 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Abp Jędraszewski: tylko zwycięstwo moralne może wyprowadzić społeczeństwo z rozbicia

2018-12-14 08:30

led / Kraków (KAI)

Trzeba było czekać wiele lat, żeby można było wyrazić pełną prawdę historyczną o tym, że nasze polskie dzieje są nierozłącznie związane z Bogiem i Kościołem - mówił abp Marek Jędraszewski do uczestników obchodów 37. rocznicy ogłoszenia stanu wojennego w Polsce, którzy zgromadzili się w katedrze na Wawelu. - Polska to nasza sprawa przede wszystkim i my sami ostatecznie musimy wykuwać swój los i swoją przyszłość - podkreślił hierarcha.

Joanna Adamik/archidiecezja karkowska

W homilii abp Marek Jędraszewski powiedział, że to, iż Bóg jest ostatecznie Panem dziejów i historii, objawia się dopiero w refleksji nad minionymi latami. Podkreślił, że nie od razu widać tę potęgę Boga, który niekiedy poprzez krzywe ludzkie drogi prowadzi ludzkość ku zbawieniu i domaga się swoich świadków pośród ludu, zwłaszcza w czasach trudnych. - Ich świadectwo prawdy jednoznaczne na przekór wszelkim oporom, jest swoistym gwałtem w morzu nieprawdy i kłamstwa - mówił hierarcha. - Do tych gwałtowników, zdobywających królestwo Boże, także zdobywających je dla innych poprzez swoje świadectwo, należy św. Jan Paweł II Wielki. I ta prawda o nim jako gwałtowniku i świadku prawdy objawia się także w świetle wydarzeń, których kolejną rocznicę przeżywamy dzisiaj - podkreślił arcybiskup.

Metropolita krakowski wspominając dzień ogłoszenia stanu wojennego wyznał, że wtedy rozpoczął się kolejny rozdział zmagań polskiego narodu o wolność i w ten wysiłek "włączył się świadek prawdy Jan Paweł II". W ocenie abp. Jędraszewskiego papież od samego początku popierał "Solidarność" i stał się tego ofiarą poprzez zamach na jego życie, bo "jedną z jego przyczyn na pewno było to, by usunąć kogoś, kto będzie w obliczu całego świata świadkiem zmagań o wolność, o suwerenności i godność człowieka pracy".

Nawiązując do słów Jana Pawła II, arcybiskup podkreślił, że zostawił on wezwanie, które dzisiaj jest aktualne, że "Polska to nasza sprawa przede wszystkim i że my sami ostatecznie musimy wykuwać swój los i swoją przyszłość". - Jednakże naród nade wszystko musi żyć o własnych siłach i rozwijać się o własnych siłach i sam odnosić zwycięstwo, które opatrzność Boża zadaje mu na tym etapie dziejów. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie chodzi tu o zwycięstwo militarne, jak przed trzystu laty pod Wiedniem, ale o zwycięstwo natury moralnej, to ono stanowi istotę wielokrotnie proklamowanej odnowy - mówił, cytując słowa Ojca Świętego. - Chodzi tu o dojrzały ład życia narodowego i państwowego, w którym będę respektowane podstawowe prawa człowieka. Tylko zwycięstwo moralne może wyprowadzić społeczeństwo z rozbicia i przywrócić mu jedność - kontynuował hierarcha, dodając, że powinno się to odbywać drogą wzajemnego dialogu i porozumienia.

Jego zdaniem, trzeba było czekać wiele lat, "żeby można było wyrazić pełną prawdę historyczną o tym, że nasze polskie dzieje są nierozłącznie związane z Bogiem i Kościołem. - To jest problem prawdy historycznej, to upomnienie się o Boga, ale to jest problem także naszej wiary dzisiaj, byśmy umieli się w imię Boga upominać o najbardziej podstawowe prawa w tym prawo do życia, dla każdego od chwili poczęcia do naturalnej śmierci - zwracał uwagę. W jego ocenie ważne jest także osobiste świadectwo "dzisiaj w świecie, który chce żyć tak jakby Boga nie było, aby inni poznali, że to wszystko co dobre w narodzie uczynił Bóg".

W nabożeństwie uczestniczyli m. in. członkowie małopolskiej „Solidarności" oraz przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej i województwa małopolskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem