Reklama

100-lecie parafii NSPJ w Złochowicach

Wszyscy jesteśmy Kościołem

2018-07-10 14:48

Anna Janowska
Edycja częstochowska 28/2018, str. I

Michał Janik
Uroczystościom przewodniczył bp Andrzej Przybylski

Rok erygowania parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Złochowicach jest łatwy do zapamiętania – to rok 1918. Stulecie parafii, powstałej w roku odzyskania przez Polskę niepodległości, zbiega się ze stuleciem tutejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Jest świadectwem wielkiego odrodzenia duchowego i wspólnotowego Polaków po 123 latach niewoli

Oba złochowickie jubileusze świętowano uroczyście 1 lipca 2018 r. pod przewodnictwem bp. Andrzeja Przybylskiego, który był głównym celebransem Mszy św. i wygłosił homilię. W tym dniu nominację na nowego proboszcza parafii otrzymał – dekretem metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo – ks. Marek Gaborski, dotychczasowy administrator tej parafii.

To było 100 lat temu

Jubileusz jest zawsze okazją do podróży w przeszłość. Świetnym źródłem informacji o tym, w jakich warunkach dziadkowie dzisiejszych złochowiczan tworzyli parafię, jest „Kronika” spisana przez pierwszego proboszcza ks. Edwarda Goca – kapłana, a jednocześnie społecznika i znakomitego organizatora.

Nominację na proboszcza w Złochowicach ks. Goc otrzymał 22 lipca 1918 r. Niezwłocznie wyruszył z odległego Włocławka, gdzie dotąd był proboszczem, by zapoznać się z sytuacją w nowym miejscu. O tym, że początki były skromne, świadczy notatka w „Kronice”. Ks. Goc pisze: „Oglądam się na około: kapliczka – przy niej krzyż i… to wszystko… reszta w ręku Bożym i dobrej woli zebranych”. W zapiskach proboszcz podkreśla „zasługi Złochowiczan, najwięcej sprawie powstania parafji oddanych”. W jego „Kronice” są wymienieni: brat trzeciego zakonu Józef Krysiak, Józef Gatner, który wcześniej opiekował się kaplicą, Jan Konieczny, Adam Habrowski, Jan Janic, a następnie jego syn Piotr Janic.

Reklama

Kiedy w 1922 r. ks. Goc obejmował probostwo innej parafii w Złochowicach pozostawiał murowany kościół, dwa nowe dzwony, plebanię. Za jego kadencji przy parafii powstała orkiestra. Jej pierwszym kapelmistrzem był Adam Krysiak. Następnie w latach 1935-81 orkiestrę przejął Stefan Krysiak, który pełnił również funkcję organisty i prowadził chór w kościele.

Ks. Goc przekonał też parafian do założenia Straży Ogniowej, Spółdzielni Spożywców, Kółka Rolniczego i czytelni. Jak dobry gospodarz zatroszczył się o obsadzenie dróg wiejskich, w tym drogi na cmentarz, drzewami owocowymi. W podsumowaniu swojej czteroletniej kadencji ks. Goc napisał: „Wyszedłem ze Złochowic z miłem przeświadczeniem, że spełniłem tu swój obowiązek jak mogłem i że danem mi było pracę około budowania duchowego kościoła w sercach Złochowian, zakończyć najlepszym jej uwieńczeniem, bo przez święte ćwiczenia misyjne” (pisownia oryginalna).

Jubileuszowe refleksje i życzenia

– Jubileusz parafii to wielkie święto każdego, kto czuje się członkiem wspólnoty, kto z niej wyrósł, kto w niej uczył się Pana Boga, kto dzisiaj się w niej uświęca – powiedział bp Andrzej Przybylski w homilii podczas Mszy św. z okazji 100. rocznicy erygowania parafii 1 lipca 2018. Przypomniał, że my, chrześcijanie, mamy nie tylko chodzić do kościoła, budowć kościoły i dbać o nie, ale mamy sami być Kościołem. Nasze odniesienie do Kościoła jest zawsze termometrem naszego odniesienia do Boga. – Jeśli Jezus jest dla Ciebie Bogiem, to będziesz chodził do kościoła. Jeżeli Jezus przestaje być przez nas traktowany, jako nasz Pan i Zbawiciel, zaczynamy mieć kłopoty z Kościołem – kontynuował ksiądz biskup. Zaapelował, abyśmy nie pozwolili sobie wmówić, że trzeba wierzyć w Boga, a w Kościół już nie, że można wierzyć w Boga, ale do kościoła nie trzeba chodzić. – To Bóg zdecydował, że to jest Jego dom, że mieszka w kościele, a nie gdzie indziej, a więc nie można powiedzieć: „Wierzę w Boga”, a nie przyjść do domu Boga, do miejsca, gdzie On jest i daje siebie w sakramentach, bo to byłaby fałszywa wiara – podkreślił kaznodzieja i dodał, że najprostszą drogą, by odjeść od Boga, jest odejście od Kościoła.

Złochowicka świątynia, wybudowana staraniem pierwszego proboszcza, służy parafii do dziś, jest ładna i odnowiona. – Ale pomyślmy też, spójrzmy na siebie z zewnątrz, czy my jako Kościół jesteśmy piękni – zachęcił bp Przybylski. – Pan Jezus zaryzykował i na nas zbudował Kościół, dlatego, jeżeli mówimy, że Kościół jest brzydki, to znaczy, że my jesteśmy brzydcy; jeżeli mówimy, że jest piękny, to znaczy, że my jesteśmy piękni, bo my wszyscy jesteśmy Kościołem. Ksiądz Biskup życzył parafialnej wspólnocie, aby Kościół w Złochowicach był ciągle młody i ciągle piękny świętością tych, którzy go tworzą.

Podwójne stulecie

Do jubileuszowej uroczystości parafianie przygotowywali się podczas rekolekcji, które prowadził ks. dr Marian Szymonik. Wśród księży koncelebrujących Mszę św. byli ks. prał. Eugeniusz Wieczorek, który tutaj był ochrzczony oraz pochodzący z parafii Złochowice ks. Tadeusz Zawierucha. Wśród gości był ks. Henryk Polak – były proboszcz tej parafii oraz liczni przedstawiciele władz, m.in. Stanisław Gmitruk – przewodniczący Sejmiku województwa śląskiego, Henryk Kiepura – starosta powiatu kłobuckiego. Serdeczne życzenia z okazji 100-lecia i podziękowania za służbę społeczną oraz gotowość do działania przekazano Ochotniczej Straży Pożarnej Złochwice na ręce jej prezesa Michała Maja.

Jubileuszowa uroczystość miała piękną oprawę artystyczną, przede wszystkim za sprawą solisty opery wiedeńskiej – Aleksandra Zbigniewa Pinderaka, chóru „Agnus Dei” z parafii św. Jakuba w Częstochowie, pań z koła gospodyń wiejskich oraz orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej ze Złochowic pod dyrekcją Miłosza Janika, który jest jej kapelmistrzem od 2011 r. Druga część uroczystości, podczas której m.in. wręczono odznaczenia zasłużonym strażakom i odczytano kronikę jednostki, odbyła się w siedzibie Ochotniczej Straży Pożarnej w Złochowicach.

Relację telewizyjną z uroczystości 100-lecia parafii można zobaczyć na: http://tv.niedziela.pl .

Tagi:
parafia jubileusz

Święty legion i tajemnice słocińskiego dworu

2018-09-19 10:33

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 38/2018, str. IV

Parafia w Słocinie powstała w średniowieczu za czasów Pileckich, z których wywodziła się trzecia żona króla Władysława Jagiełły. Kościół, który dzisiaj możemy oglądać, powstał na początku XX wieku. Na miejscu dzisiejszej świątyni znajdowały się wcześniejsze – średniowieczna, później kolejna, palona przez Tatarów i odbudowana

Arkadiusz Bednarczyk
Dwór w Słocinie

Już z daleka widać piękną sylwetę kościoła średniowiecznego. W ołtarzu głównym znajdziemy ołtarz pozłacany z wizerunkami Matki Boskiej Szkaplerznej, św. Marcina, św. Franciszka z Asyżu, św. Kazimierza i św. Wojciecha. W podziemiach kościołów – jak to zazwyczaj bywa – chowano plebanów kościoła. Do dzisiaj na zewnętrznych murach świątyni słocińskiej zachowały się dwie tablice epitafijne upamiętniające: ks. Adama Podgórnego (zm. 1629) – proboszcza Słociny oraz Daniela Sulikowskiego (zm. 1892) – kanonika przemyskiego. Spoczywają oni w dawnych kryptach dostępnych jeszcze w starym kościele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież: Kapłan bez modlitwy daleko nie zajdzie

2018-09-21 18:49

vaticannews / Watykan (KAI)

Franciszek przyjął na audiencji w Watykanie kapłanów z archidiecezji Walencji. W słowach pozdrowienia nawiązał do jubileuszu jednego ze świętych tego miasta: dominikanina, Wincentego Ferreriusza, który niestrudzenie pracował na rzecz jedności wspólnoty eklezjalnej.

Grzegorz Gałązka

Swoim życiem – zauważył Papież - daje on trzy podstawowe wskazania, pozwalające zachować przyjaźń i jedność z Jezusem Chrystusem. Są to: modlitwa, głoszenie Ewangelii oraz wolność wewnętrzną.

"Kapłan jest człowiekiem modlitwy, staje przed Bogiem twarzą w twarz, błagając Go w swoich intencjach oraz wstawiając się za swoim ludem – mówił Papież. – Kapłan bez modlitwy daleko nie zajdzie, jest przegrany, a jego służba cierpi, pogrąża się w stagnacji. Pan wzywa nas, byśmy byli jego świadkami w świecie, byśmy przekazywali radość Ewangelii wszystkim ludziom. Nie jesteśmy posiadaczami Dobrej Nowiny ani właścicielami, tego co Boskie. Jesteśmy opiekunami i szafarzami, tego, co Pan nam powierza poprzez Kościół. Kapłan jest wolny na tyle, na ile jest zjednoczony z Chrystusem, który obdarza go mocą, aby wychodzić na spotkanie innych".

Papież wezwał księży, aby pomagali ludziom wchodzić w żywą relację z Bogiem, nie ulegali światowości, zawsze troszczyli się o ubogich oraz okazywali miłosierdzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem